Witam ponownie.
Czy coś się zmieniło od ostatniej mojej wizyty? Czy może
czegoś się dowiedziałem…
Pamiętacie rozdroża o których wspomniałem wcześniej? No cóż,
postanowiliśmy je przetestować.
Data nie jest ważna.
Ważna jest godzina, cel wyprawy, nastawienie, i dwie osoby.
Które postanowiły sprawdzić, zaryzykować.
Bo przecież nie wiadomo nigdy do końca co może się stać.
Wszystko może być tylko mitem, kłamstwem wymyślonym przez
kogoś.
Lub opowieścią która prze setki lat uległa przemianie przez
ludzi którzy ją opowiadali.
W końcu kiedy każdy doda coś od siebie, ziarenko do czyjejś
opowieści, powstanie niezły bałagan.
Noc, dokładnie godzina 23.
Las, gdybym napisał że było ciemno skłamał bym, ponieważ
ciemno jest w mieście przy zapalonych lampach.
W lesie panował totalny mrok, nie było widać własnych dłoni,
nie wspominając o drodze przed sobą.
Sytuacja zmuszała do wzięcia latarek, nie dużych, żeby było
widać w którym kierunku się idzie.
Droga zajęła około 20 min. Kiedy dotarło się na miejsce, dopadła
nas chwila zwątpienia.
Po co ten cały cyrk, ryzyko, ciekawość. Ale to była tylko
chwila jak wspomniałem wczesniej.
Zabraliśmy się do pracy. Łopata, dół na około 30cm,
wystarczył w zupełności.
Wsadziliśmy do środka zdjęcie, nóż we krwi (wystarczy
troszkę), i całość przysypaliśmy ziemią z cmentarza. Niezbędne były modlitwy do
Hekate.
Czekamy...ciemno jak nigdzie indziej. Rozdroża pod lasem. 10min i nic. Tylko szmery szelesty i słychać jak
obok przebiega zwierzyna.
P0 10 min wróciliśmy do auta.
Wnioski, rozdroża to bajka? Możliwe, ale zrobiliśmy parę rzeczy zle. Po pierwsze, ziemia była z lutego, czyli dwa miesiące temu. Rzeczy zakopaliśmy luzem, a powinny być w pudełku. No i godzina mogła być zła. Godzina duchów to 3 w nocy.
Wnioski, rozdroża to bajka? Możliwe, ale zrobiliśmy parę rzeczy zle. Po pierwsze, ziemia była z lutego, czyli dwa miesiące temu. Rzeczy zakopaliśmy luzem, a powinny być w pudełku. No i godzina mogła być zła. Godzina duchów to 3 w nocy.
A więc będzie druga próba, o szczegóły bardziej zadbamy.
Pozdrawiam Nieznajomi.
cześć :p zapomniałes dodać jak ci wspomniałem o dziwnym zdarzeniu tej nocy ,było tak ciemno gdy wyszliśmy z auta trudno było by nie zauważyć światła palącego się w aucie a jednak widocznie byliśmy obaj ślepi ,gdy wracaliśmy już z daleka ujrzeliśmy światła w aucie :p do dzisiaj mnie to zastanawia :)
OdpowiedzUsuńNAWIEDZONY LAS
OdpowiedzUsuńNiedaleko mojej miejscowości znajduje się las, który wśród okolicznych mieszkańców uważany jest za nawiedzony. Nikt się tam nie zapuszcza po zmroku, a grzybiarze unikają wręcz tego miejsca. Podobno w czasie drugiej wojny światowej miały w nim miejsce liczne egzekucje. Nigdy nie byłem w tym lesie, lecz słyszałem o nim sporo historii ze strony mojej rodziny i znajomych.
1. Koleżanka opowiadała mi, że jej tata przejeżdżał wieczorem przez ten las. Jadąc polną drogą w pewnym momencie zobaczył on w tylnym lusterku, jak na środku drogi pali się jakiś krzew. Najdziwniejsze jest to, że zapalił się w momencie, kiedy jej ojciec przejechał przez drogę. Z pewnością widziałby ten krzew przed sobą, lecz podobno na tej drodze nie dostrzegł żadnego krzewu. Kiedy zatrzymał się i wysiadł z auta, nie było po tym płonącym krzewie jakiegokolwiek śladu.
2.Znajomi wybrali się wieczorem do tego lasu samochodem, aby zrobić sobie na małej polanie ognisko. W pewnym momencie jeden z nich zaczął słyszeć z oddali dobiegający i wręcz przerażający głos wzywający pomocy. Po chwili słyszeli go już wszyscy. Kiedy pobiegli w kierunku źródła z którego dobiega ten głos - chwilowo zamilkł. Niecałą minutę później zaczął dobiegać z zupełnie drugiej strony (za nimi). Podobno wszyscy czuli również powiew lodowatego powietrza zza ich pleców mimo, że było upalne lato. W tym momencie kumple nie zastanawiali się długo, migiem zgasili ognisko i odjechali prawie z piskiem opon.
cd. DZIWNA POSTAĆ W LESIE.
OdpowiedzUsuńHistoria miała miejsce kilka lat temu. Wracałem w trakcie dnia do domu od moich znajomych. Z uwagi, że dzieli nas duży las, musiałem go samotnie przejść. Było dość słonecznie i ciepło. Idąc samemu po ok. 20min marszu, usłyszałem jakiś szelest połączony z dźwiękiem łamania gałęzi, który dobiegał może jakieś 10-15m w ode mnie. Zignorowałem to uznając, że to nic takiego, ale po chwili te łamanie gałęzi przypominało jakby kroki osoby, która początkowo szła, a potem zaczęła szybko biec. Myślałem, że to jakieś zwierze.
Mimo to cały czas szedłem ścieżką, ale w dalszym ciągu byłem w połowie lasu. W pewnym momencie zauważyłem w lesie ciemny zarys sylwetki. Nie widziałem dokładnie kto to był, jednak postać ta była stosunkowo niska - niczym dziecko. Chowała się za drzewem i szeptała "chodź do mnie". Troszkę się wystraszyłem, a mój marsz przybrał formę biegu. Po chwili zacząłem panicznie uciekać. Przez pewien czas słyszałem, jak to coś za mną biegnie, ale po kilku minutach dźwięki poruszani się tej istoty znikły, a ja po ok. 5 min wybiegłem już z lasu. Ciekawe co to mogło być..